piątek, 7 lipca 2017

TUTORIAL, porady jak malować opadającą powiekę?

Hej.. Już dawno chciałam zrobić tego posta. :) Jak poradzić sobie z opadająca powieką? Jak poznać, że jest opadająca? Moja jest opadająca i to bardzo.. :) Z tej racji wypracowałam pewną technikę, która mam nadzieję pomoże Wam uporać się z tym problemem.
Zrobimy makijaż, który będzie pasował do każdej tęczówki. :)




Co to znaczy, że powieka jest opadająca? Jest to powieka, która przysparza nam nie lada problemu. Nie mamy widocznego załamania powieki (miejsce pomiędzy kością a gałką oczną). Na zdjęciu pokazałam Wam gdzie u mnie się znajduje. Zamiast być wklęsła, jest takim wypukłym flaczkiem, który opada na ruchomą część powieki, i zakrywa cienie, które są tam zaaplikowane. Warto podkreślić, że nie u każdego powieka opada tak samo, mogą opadać np. same zewnętrzne kąciki. Przy takim oku nie wygląda dobrze kreska, ani cut crease (bynajmniej moim zdaniem). 




Pierwsza ważna sprawa, to podkreślić brwi, wtedy już oko staje się delikatnie uniesione.
Teraz nakładam beżowy cień z Kobo pod brew, ale także na całą powiekę, pomoże nam to w roztarciu cieni (kiedy nałożylibyśmy cień na mokry korektor, nieprzypudrowany, od razu by się do niego przykleił, tak unikam małej katastrofy).


Robię to płaskim pędzelkiem z Lancrone (znajdziecie te pędzle na moim blogu).


Teraz cień, który jest uniwersalnym przejściowym cieniem, mój must have nakładam powyżej mojego naturalnego załamania. Ważna zasada i ważny patent.. Zaznaczam to miejsce pędzelkiem Zoeva 227, który uwielbiam do swojej powieki, robię to na otwartym oku, patrząc prosto przed siebie, rysuję moje załamanie tak jakby na nowo, wyżej niż jest naprawdę. Kolejna ważna zasada, zawsze zaczynam od najjaśniejszego cienia i sięgam po coraz ciemniejsze. Zawsze pędzelek moczę w cieniu i odciskam nadmiar na dłoni, to pozwala nakładać mniej, kontrolować ilość nakładanego cienia. Numerek cienia to Kobo 143




Kolejny cień to Melkior autumn sunset. Nakładam go tym samym pędzlem, otrzepuję i zaczynam blendować kącik, zawsze od dołu do góry w załamanie. Wtedy mam cienia mniej i pozwala mi to nałożyć piękną chmurkę.



Kolejny cień z Melkior lilith. Z nim postępuję tak samo. Od linii rzęs w kąciku ku górze w załamanie, ładnie blenduje. :) Ten sam pędzel.





Teraz cień Mars z Glamshopu, nakładam płaskim pędzelkiem na ruchomą część powieki, pędzel zwilżam mgiełką wody. Będzie podstawą pod mój pigment. :)



Teraz czas na klej do brokatu z Nyx'a oraz wieżyczkę kameleonów od Glazela (znajdziecie ją na blogu). Klej oraz pigment nakładam na cień Mars.



Teraz Pigment Kobo 503 w sam kącik wewnętrzny, nakładam go zwilżonym pędzelkiem bardziej precyzyjną kulką (to jest Lancrone albo Hakuro).



Dobrym zabiegiem jest całość rozetrzeć dużym, puchatym, czystym pędzlem w tym przypadku Glambrush o108. Wtedy wszystko się połączy i nie będzie widać przejść.


Teraz piękny cień Kobo 105, nakładam na ten sam pędzel, malutko, i aplikuję w samo załamanie.



Przyciemniam kąciki cieniem Coca- Cola z Glamshopu pędzelkiem M brush 11




Podobnie będzie działo się na dolnej powiece, przeciągam na cała powiekę cień Kobo 105, potem kącik przyciemniam cieniem Coca- Cola. Nakładam je najlepszym pędzelkiem świata Mbrush 07, który nakłda i rozciera jednocześnie.



Na łączenie ciemnego fioletu i brzoskwiniki nakładam cień Jaś Fasola z Glamshop'u. Oraz kolejny pigment Glazela, na cień Jaś Fasola.



Potem nakładam cień Pantofelek z Glamshop'u.



Teraz rzęski z Aliexpress.. Przyklejam na klej duo.




I tak prezentuje się efekt końcowy, spis kosmetyków do tego makijażu znajdziecie tu link. Pamiętajcie te podstawowe zasady:
-najjaśniejszym cieniem zaznaczamy załamanie na otwartym oku patrząc wprost (potem można na zamkniętym pracować, bo mamy już wyznaczone załamanie powieki)
-zaczynamy od najjaśniejszego koloru przechodząc do ciemniejszych
-do opadającej powieki ekstra sprawdza się technika kredki, którą także omówię na blogu
-bardzo przydatny pędzel do takiej powieki to Zoeva 227
-rzęsy robią robotę, jak widzicie po założeniu rzęs oko automatycznie się otwiera
-przeważnie bardziej sprawdzają się ciemniejsze odcienie, które optycznie oko wyrzeźbią
-dobrze podkreślone brwi (plus rozświetlacz pod łukiem brwiowym)
-dużo blendowania, dokładania cienia, to nie jest tak, że ja nałożyłam raz i było idealnie, dużo rozcierania i dokładania
-w życiu nie nakładajcie satynowych cieni, perłowych ani metalicznych na załamanie, bo tylko spotęgujecie efekt tego "flaczka", będzie on milion bardziej widoczny, przez to że będzie odbijał światło
-otrzepujcie pędzel z nadmiaru cienia, albo odciskajcie na dłoni
-jeśli powieka opada bardzo bardzo, możemy skupić uwagę na dolnej powiece, nałożyć cienie, które przykują uwagę, spojrzenia i pokusić się o dłuższe, bardziej dramatyczne rzęsy, jest to małe oszukaństwo, odwrócimy uwagę od flaczka i przykujemy uwagę do pięknej dolnej powieki, błysk, pigmenty, blask jest tu mile widziany
-całość cienowania dobrze jest rozetrzeć czystym pędzlem albo pędzlem z małą ilością jaśniejszego cienia, który połączy wszystkie elementy razem.
-rozjaśnienie obszaru pod brwią matowym cieniem
-używanie beżowej kredki na linię wodną dodatkowo powiększy oko, dobrze działa na oczy zaczerwienione, niewyspane
-i oczywiście najważniejsze DUŻO ĆWICZYĆ I SIĘ NIE PODDAWAĆ!

Wszystkie te rady są ważne dla każdego, kto mało wie o cieniowaniu, łączeniu makijażu w spójność, jest początkującym. Przy mocniejszych brwiach i oczach lepiej wygląda pomadka nude, dlatego pokusiłam się o brąz. Na zdjęciach powyżej jest zrobiony baking, dlatego mam tyle pudru pod oczami, nie jest to mój błąd jest to krok celowy. Potem nadmiar oczywiście usunęłam pędzlem. Tak wygląda skończony makijaż, mam nadzieję, że przypadł Wam do gustu. Dajcie znać czy zrozumieliście coś z moich wywodów. :) Mam nadzieję, że pomogłam. :)

poniedziałek, 26 czerwca 2017

Recenzja: Glamshadow metaliczna fuksja, kakaowa cegła, wiśniówka, miodowy

Hej.. :) Wrzucam kolejny post z kosmetykami od Hani. Tym razem są to cienie z nowszej kolekcji. Cienie różnią się między sobą pigmentacją, jest to cel zamierzony, chociaż seria power pigment jest dodatkowo bardziej napigmentowana. Mam wrażenie, że cienie z serii na serię są oraz lepsze.. Od lewej mamy miodowy, kakaową cegłę, wiśniówkę oraz metaliczną fuksję. Miodowy i kakaową cegłę polecam każdemu kto lubi ciepłe brązy, są przyjemnie napigmentowane i masełkowate. Wiśniówka to kolejny cień, który jest bardzo na topie (chodzi o kolor), bardzo dobrze napigmentowana, ładnie się świeci. Metaliczna fuksja to kolor, który bardzo przykuwa spojrzenie, ekstra dopełni makijaż tutaj jednak coś jest nie tak z formułą. Cień ten nie bardzo chce się nakładać na pędzel. Znalazłam jednak na niego sposób. Biorę mniejszy płaski, syntetyczny, dobrze zbity pędzel i spryskuję go wodą, "skrobię" go tym pędzelkiem i nakładam na klej Nyx'a. Troszkę się osypuję, dlatego proponuję przed użyciem go nałożyć chmurkę pudru pod okiem. Link do makijażu, w którym możecie zobaczyć ten cień. :) 




czwartek, 15 czerwca 2017

RECENZJA Lovely brązer milky chocolate

Hej. :) Dziś pomówimy sobie o brązerze z Lovely. Kupiłam go dosyć dawno. Jest to ta zimniejsza wersja, bo można znaleźć w asortymencie Lovely brązer do opalania i biały puder ryżowy. Kolor w porządku, opakowanie ładne, cena przystępna ok. 23zł, no więc przystępuje do aplikacji. I tu moje wielkie zdziwienie. Zazwyczaj do konturowania używam M brush numerek 02, tak było i tym razem. Zaczynam aplikację i dzieje się coś dziwnego. Brązer jakby się opruszył na policzku, pod konturowaniem, nad, stoję patrzę w lustro i zonk. Myślę sobie no dobra... Naprawię to bakingiem. Zmieniłam pędzel na bardziej precyzyjny Mbrush 08, musi się udać. Powiedzmy, że było lepiej, ale pigmentacja jest taka średnia a wręcz słabiutka. Po brązerze Inglot przyzwyczaiłam się porządnego pigmentu i pięknego konturowania. Ten? Fajny pod ciemniejszy odcień i może dla bladziochów, ale tak naprawdę lepszy jest brązer z Kobo Sahara Sand, naprawdę o wiele lepszy i świadczy o tym jego zużycie (denko), chociaż ten z kolei szybko się zużywa, ale rozcieranie i aplikacja jest łatwiejsza i szybsza. Trochę po pierwszym użyciu poszedł w odstawkę, bo miałam lepsze, fajniejsze brązery, ale starałam się go wyciągnąć i używać. Może jak nabierałam go malutko i na precyzyjny pędzel było lepiej, chociaż czasami zrobił mi plamę i nakładał się dziwnie nierównomiernie, robił dziwne placki, innym razem tego nie było. Nie wiem co jest tego przyczyną bo zawsze wykonuję makijaż tak samo i boki twarzy przypudrowuję, bo wtedy jest mniejsze prawdopodobieństwo powstania plam. Mam do niego mały uraz i naprawdę wolę użyć cudownego Inglota, Glampop albo Kobo. Może w ostateczności się przekonam i zmienię zdanie.. Może jeszcze go potestuję.. Chociaż mam go już ponad 4 miesiące i leży, nie mogę się przekonać. Widziałam go na YouTubie chyba u Mileny Makeup (chociaż nie jestem pewna), i ona mówiła to samo, o osypywaniu się i dziwnej aplikacji. U mnie ten produkt (jakby powiedziała Maxineczka) jest mehhh... 





sobota, 10 czerwca 2017

Wyprzedaż Rossmann 04.17r czy było warto?

Na tej wyprzedaży nie kupiłam żadnego podkładu, a trochę żałuję, bo moje ulubione są już na wykończeniu. Co mnie najbardziej zdziwiło to to, że dziewczyny bardziej polowały na kosmetyki Lovely i Wibo, dlatego mój puder bananowy niestety nie zagościł w moim kufrze. 
Czy warto kupić te kosmetyki? Jak się sprawdziły? Czy kupię je ponownie? Zapraszam Was do czytania dalej. :) 



Tusz Maybelline już miałam, trzeba jednak nakładać go z rozsądkiem (mało) i wtedy rzęsy są piękne. Tusz Bourjois ma lusterko powiększające, super pomocne przy malowaniu rzęs, też bardzo lubię ten tusz. Tusze Loreal, Bourjois i Maybelline dla mnie są naprawdę dobre i zawsze ich używam.


Podkład healthy mix oraz korektor już miałam, ale w starej wersji. Korektor był zastygający, dobrze kryjący i żółciutki. Nowa wersja mam wrażenie, że jest trochę lżejsza i bardziej rozświetlająca. Bardziej podobało mi się stare opakowanie, bo było higieniczne. Korektor jest naprawdę niczego sobie. :) Natomiast puder ma fajną miałką konsystencję, lekkie, cienkie opakowanie wraz z lusterkiem. Co dziwnego w nim zauważyłam? Ma ładny jasny kolor a w połączeniu z mokrym podkładem przyciemnia twarz. Nie wiem dlaczego tak robi, ale nie podoba mi się to. Znalazłam dla niego nieco inne zastosowanie. Super sprawdza się w roli podkładu. Wystarczy nałożyć bazę, żeby miał się do czego przykleić. Jest idealny do ekspresowego makijażu, delikatnie ujednolica koloryt skóry bo ma dość porządne krycie. Na bardziej widoczne przebarwienia wystarczy nałożyć trochę mineralnego korektora i gotowe. :) 





Konturówki Lovely i Wibo są absolutnym must have dla mnie. Zawsze je kupuję, robię ich zapas. Są miękkie, matowe, bez drobin, kremowe, ekstra się temperują, nakładają, utrzymują.. Cudeńka. Moim ulubionym odcieniem jest konturówka z Lovely numerek 1. Z Wibo z serii nude lubię brązy. Konturówka może istnieć dla mnie zamiast wszystkich pomadek. Nakładam ją zawsze, pomaga mi w modelowaniu ust, jest niezastąpiona. :) 


Carmex kupuję tak jak konturówki na każdej wyprzedaży. Towarzyszy mi wszędzie. Jest w piórniku, kieszeni, torebce. Jest numerem jeden na popękane usta, ale także super jako balsam do przygotowania ust na matowe pomadki. Czasami daję ją też na wierzch, jeśli moje usta są w gorszym stanie. Wiśnia to najlepszy zapach. Carmex można dorwać też w formie sztyftu i w słoiczku, ten wyciskany przemawia do mnie najbardziej. :) Ponieważ ja mam skórę suchą, czasami, kiedy nie mam kremu a jestem poza domem używam go jako kremu, miejscowo na przesuszone miejsca. 


Wciąż szukam dobrego pudru sypkiego rozświetlającego (swoją drogą dajcie znać jeśli jakiś znacie). Nie wiedziałam nawet, że Wibo ma taki. Zobaczyłam go u ciotki i postanowiłam kupić. W domu zaskoczył mnie jego ciemny kolor, trochę się go bałam. Ale przy aplikacji dużym puchatym pędzlem pozostawia bardzo minimalny kolor, mam jednak wrażenie, że znika. Rozświetlający jest bardzo i ekstra wygląda na zdjęciach. Nie polecam go jednak wklepywać gąbką, albo bardzo zbitym pędzlem, bo wtedy ten kolor może być jednak widoczny.


Róż Wibo numerek 1, duża inspracja Narsem. :P Dość koralowy odcień ze złotą poświatą. Nie jest matowy, nie każdemu się to spodoba, ale moim zdaniem wygląda ekstra. Bardzo go lubię, jest wydajny, ma lusterko, Wibo znowu zaskakuje. :)



Paleta rozświetlaczy Wibo wywołała taką falę, że musiałam wpróbować i ja. Każdy wie, że Wibo ma świetne rozświetlacze. Te dają mocną taflę, bardzo hardkorowe rozświetlacze i piękne lustrzane opakowanie. To co mnie wkurza w takich produktach to aplikatory do nich dołączone. Opakowanie mogło by być o 1/3 mniejsze, bo ''pędzelek'', który był dołączony to jedna wielka masakra. Jeśli podobają Wam się odcienie to bierzcie w ciemno. Mnie nie do końca przekonują te dwa ciemne, ale zawsze można je mieszać, albo używać na oczy.


Ten eyeliner to cudo.. Cudo, cudo, cudo. Po rozczarowaniu Rimmelem byłam miło zaskoczona. Ten liner jest wodoodporny, o czym się przekonałam, kiedy użyłam go do charakteryzacji na całą twarz, do tego trwały, zastygający, masełkowaty, kremowy i ekstra napigmentowany. Jest to prawdziwa czerń, nie granatowy, szary itd. Polecam go serdecznie.


Odżywka Sally Hansen, jest odżywką, która może być topem pod zwykłe lakiery, zastyga i naprawdę te paznokcie odżywia. Do tego cena... ok 8 zł. Z tej firmy gorąco polecam żel do zmiękczania skórek, nie wiem jak mogłam bez niego żyć. :)